To, że firma Madelinetosh potrafi tworzyć kolorystyczne cuda ze swoimi włóczkami, to chyba każda dziewiarka wie. Uwielbiam te kolory i ręcznie farbowane włóczki. Jednym z moich kolorystycznych odkryć jest włóczka Tosh Merino Light w kolorze Cousteau. Nazwa pewnie się wzięła od nazwiska słynnego oceanografa Jacques'a-Yves'a Cousteau, no bo jakżeby inaczej. Kolor rzeczywiście oceaniczny.
Sweterek robiłam na drutach 3,5 mm , chociaż producent zaleca mniejsze. Gdzieś wyczytałam, że włóczki, które są singlami mają tendencje do mechacenia i filcowania, więc lepiej robić mniej zbitą dzianinę. Ja robię bardzo luźno, tak więc w trakcie roboty wydawało mi się, że trochę przesadziłam z tymi drutami, że jednak trzeba było robić na mniejszych. Ale po praniu włóczka nabrała puszystości i te trochę za duże oczka ładnie się wypełniły.
Poszalałam trochę z warkoczykami ;) zrobiłam je przy raglanie i pociągnęłam dalej w dół sweterka.
Jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności ;) ładnie mi się to zeszło.
Troszkę inspiracji morsko-oceanicznych, w końcu nazwa Cousteau do czegoś zobowiązuje;)
Na koniec chciałam jeszcze pokazać babkę z poprzedniego postu, tym razem w świątecznej odsłonie.
W formie małych babeczek ciasto zagościło na blogu Brahdelt . Bardzo mi miło z powodu tych gościnnych występów:)
I sweterek, który będzie bohaterem następnego odcinka :)