niedziela, 21 maja 2017

Mało obiektywny przewodnik kulinarny po Albanii, Czarnogórze i Macedonii



Chciałabym dzisiaj zaprosić Was na kulinarny spacer przez Albanię, Czarnogórę i Macedonię. Z góry uprzedzam, będzie dużo zdjęć pysznych potraw , więc jak ktoś głodny to może mieć problem ;)

Podczas moich wyjazdów uwielbiam jeść lokalne potrawy, niby to nic odkrywczego , ale widziałam takich, co to w egzotycznych krajach stołowali się w Mcdonaldach, lub dopominali się wędlin na śniadanie , najlepiej polskich.  Nawet jak mi do końca coś nie smakuje to i tak próbuję , w końcu po to jedziemy gdzieś dalej lub bliżej aby poznać dany kraj, a kuchnia to część zwyczajów, kultury , to jak jej się spróbować.

W Albanii kuchnia mnie zachwyciła, pewnie dlatego, że wszystko było takie prawdziwe, nieprzetworzone, takie smaki z dzieciństwa. Pamiętacie zapach i smak pomidorów z dzieciństwa ?   Warzywa w Albanii  wyglądały i smakowały przepysznie.

Na przystawkę podawano najczęściej właśnie miskę warzyw , nic skomplikowanego : sałata, ogórki, pomidory. Podawano je bez żadnych dodatków, bez dresingów, oliwy , czy soli nawet. Początkowo prosiliśmy o oliwę i ocet, ale później stwierdziłam, że takie same warzywa są najlepsze, nawet soli nie potrzebowałam.

W Czarnogórze i Albanii  królowała sałatka szopska : pomidory, ogórek, cebula i ser typu feta.







Ach sery... były przepyszne. Takie właśnie typu feta, ale całkiem inne ;) krowie, kozie, owcze, zasmażane i świeże...







Moja wałówka na kolaję ;)




Figi suszone, zakonserwowane mąką z cukrem waniliowym (chyba, głowy nie dam )




Targ w Barze ( Czarnogóra ) :





Na przystawkę można było też zjeść  faszerowane papryki, cukinię, minigołąbki przyrządzane w liściach winogron, roladki z bakłażana.





Jako że w  Albanii, Czarnogórze widać duże wpływy kuchni włoskiej można też zjeść dobrą pizzę :




Najbardziej charakterystyczną przekąską i potrawą całych Bałkanów jest burek/byrek.
Jest to rodzaj strudla przygotowany z ciasta typu francuskiego lub filo faszerowany najczęściej serem, mięsem lub szpinakiem. Burek najsmaczniejszy jest jeszcze ciepły ale po wystygnięciu też jest przepyszny. Jest sycący i niedrogi , w Tiranie kosztował 50 leków , w mniejszych miejscowościach 30 leków ( 1 euro to około 135 leków ).








Och , i przechodzimy do mojego ulubionego działu,  ryby i owoce morza :

Albania i Czarnogóra mają bardzo długą linię brzegową ( jak na ich powierzchnię oczywiście ) , toteż ryb i owoców morza tam nie brakuje. Małże hodowane w okolicach Sarandy, były przepyszne.


Tak wygląda hodowla małży.












Znajdzie się też coś dobrego dla koneserów ośmiorniczek :






I dla koneserów kalmarów:






Kiedyś nie przepadałam za kalmarami ,wydawały mi się takie gumowane , jakbym oponę żuła, dopóki nie spróbowałam kalmarów w Chorwacji . Wtedy zrozumiałam, że to kwestia ich przyrządzenia. Jak pokroimy je cieniutko i wrzucimy na gorący olej to wychodzą przepyszne.







W Budvie , przy nabrzeżu, panowie zagrają nam rzewną muzyczkę do kotleta, ups ... do ośmiorniczek ;)





Na targu rybnym lub tuż przy porcie można kupić świeże kalmary i inne smakołyki ;)















Polecam też zupę rybną. Chociaż akurat w Budvie nie za bardzo mi smakowała. Była z dodatkiem pomidorów i smak taki trochę zupy pomidorowej, trochę rybnej. Chyba kucharz nie do końca był pewien co chciał osiągnąć. Wolę nie myśleć, że została mu pomidorowa i uzupełnił nią zapasy zupy rybnej ;)


Ta akurat była pyszna.



Najlepsza jest zwykła ryba smażona lub  z grilla :












I chyba najsmaczniejsza ryba jaką jadłam na Bałkanach , specjalna odmiana pstrąga z jeziora Ochrydzkiego ( a może dlatego najsmaczniejsza, bo najdroższa ;))





 Koneserzy mięsnych potraw też znajdą coś dla siebie. Bałkany oferują dużo ciekawych mięsnych dań, takich jak plaskawica , cevapcici, roladki drobiowe w pysznym sosie grzybowym .








albo rodzaj zapiekanki makaronowej z cielęciną :






A teraz uwaga, uwaga !!! Wszyscy Ci, którzy uwielbiają słodycze , proszeni są o zamknięcie oczu. Po co się macie denerwować ;)





















Już można otworzyć oczy,  no dobra... jest jeszcze trochę słodyczy, ale malutko. Tyle to się praktycznie nie liczy ;)






Kawy można się napić wszędzie, nawet w najmniejszej wiosce są kawiarenki, ale ja proponuję kawę w Tiranie, na wzgórzu Dajti , w obrotowej kawiarni z której widać całe miasto.










Po deserze i kawie, która jest wręcz obowiązkowa w Albanii , gry planszowe :










Ach, zapomniałabym ... przecież trzeba się jeszcze czegoś napić. Proponuję lokalne piwo i wino. O rakij mogę tylko powiedzieć, że mocna, dla mnie zdecydowanie za mocna. Wolę słabsze alkohole.














Jednym słowem: jedzenie  przepyszne, tanie a porcje tak obfite, że czasami nie do zjedzenia.

Smacznego :)






34 komentarze:

  1. Co za smakowita podróż:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach ... smakowita była, ale wbrew pozorom nie przytyłam , tylko schudłam. Całe 2 kg :)))

      Usuń
  2. Potrafisz sprawić, że ślinka się zbiera:):):) Pysznie to wszystko wygląda, szczególnie owoce morza za którymi przepada cała moja rodzina:) Kalmary są pyszne tylko trzeba umieć je przyrządzić. Pierwszy raz mi również wyszły bardzo "gumowate". Chorwatka Marija ( u której byliśmy jużchyba 9 razy i w tym roku również się wybieramy:) zdradziła mi sekret przygotowywania kalmarów, ligni i ośmiorniczek aby były miękkie. Albo gotujesz je 5 minut albo 3 godziny:) Zgadnij, którą wersję wybrałam:) Burek uwielbiam, szczególnie z mięsem, no i te świeże rybki mmmmmmmm.. z grila z odrobiną oliwy:) Mięsko też mają pyszne wyobraź sobie, że gulasz przyrządzany przeze mnie na Chorwacji i w domu z dokładnie tych samych skłądników ( poza mięsem oczywiście) jest zupełnie inny. W Polsce czasem zdarza mi się, że mięso wydaje z siebie taki mleczny sos. No nie ten smak i koniec! Przy słodyczach na szczęście zamknęłam oczy jak radziłaś bo chyba by mi język uciekł:)
    Robisz świetne zdjęcia potrawom, nie myślałaś kiedyś o fotografowaniu do książek kucharskich?
    Pozdrawiam:) i chyba pójdę do kuchni sprawdzić czy mam jeszcze coś pysznego:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiedziałam, że kalmary tak się gotuje. Też wybieram tą wersję co Ty ;). Z tym potrawami i smakami na miejscu i w domu zawsze tak jest. Ja też przywożę różne przyprawy, składniki i inne i gotuję w domu i potem dziwię się, że tak nie smakuje. Ale to nie ma prawa tak samo smakować , bo to miejsce się liczy , i okoliczności, i cała ta otoczka. No tak to chyba działa ;)
      Jak przygotowywałam ten post to też niestety zaglądałam często do lodówki, nie wiem po co ;)))))
      Za opinię co do zdjęć dziękuję Ci bardzo :) Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  3. Zanim doszłam do deseru już miałam ślinotok....co prawda za owocami morza nie przepadam, ale te seryyyy i ta świeża rybaaaa.....gdzie ja teraz taką znajdę?!
    Chyba zagram w swoją planszówkę i pojadę do Tuirany :))))
    Ale najpierw kawa...brazylijska ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och te rybki... przepyszne były i te potrawy takie proste, bez specjalnych przypraw, bez zadęcia.
      Nie lubię planszówek, to tylko kawę sobie zrobię :)

      Usuń
  4. Mniam mniam ale nie wszystko mniam.
    Serki cudo i sałatki i deserki słodycze mniam.
    Ale jakoś, tak te ośmiorniczki i inne ciekawostki naciągają mnie pomimo że nie zjadłam jeszcze nigdy ani jednej takiej porcji.
    Może kiedyś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słodycze i lody mieli tam przepyszne, chociaż nie jestem ciasteczkowym potworem, to nie mogłam odmówić tym smakołykom ;) Co do ośmiorniczek i kalmarów to miałam kiedyś podobnie jak Ty , ale pewnie dlatego, że pierwsze moje spotkanie z nimi nie wypadło korzystnie. Tak jak pisałam w poście, jakbym oponę żuła ;) Na szczęście po latach trafiłam na dobrze przyrządzone owoce morza i teraz je bardzo lubię, chociaż rzeczywiście jak się patrzy na ten targ rybny to surowe jakoś specjalnie smakowicie nie wyglądają ;)))

      Usuń
  5. Miło wspominam targ w Sarandzie. Co drugi sprzedawca wołał: dzień dobry! (słysząc język polski). Ponoć Albańczycy mają niezwykły dar nauki języków obcych, ponieważ ich język jest jednym z trudniejszych. Słuchowo doskonale wychwytują języki obce.
    A na targu? Miody, wina, wiązki gojnika, owoce i warzywa. Sprzedawcy częstują wszystkim, by zachęcić do zakupów. Uśmiechają się.
    Zjadłam kilka mini gruszek opłukanych przez dziadzia-sprzedawcę wodą z butelki wyjętej spod stołu. Reszta odmówiła (higiena!), ja nie, bo dziadzio był wyjątkowo sympatyczny. Nic mi się nie stało, żadnego zatrucia ;-).

    Ech Bałkany! Uwielbiam!
    Czarnogórę i Macedonię też :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o turystów w Albanii to najwięcej jest Rosjan i Polaków, inni chyba jeszcze trochę boją się tam jechać ;) Miałam wrażenie, że po rosyjsku łatwiej się tam dogadać niż po angielsku. Na targu w Sarandzie nie byłam i żałuję bo lubię powłóczyć się po takich targowiskach. Ale za to byłam na targu w Czarnogórze i tam widziałam ten gojnik. Teraz sobie wygooglowałam i sprawdziłam, bo tam nie miałam pojęcia co to jest i do czego mnie namawiają ;) Jadłam niemyte czereśnie i truskawki i też nie miałam żadnych sensacji. Pojechałabym tam we wrześniu gdy będzie wysyp owoców i warzyw :)

      Usuń
  6. Właśnie to jest najfajniejsze na Południu. Proste i świeże jedzenie. Na szczęście jestem po śniadaniu, ale i tak zrobię jutro zupę rybną. Co prawda będzie słodkowodna, ale taka też nie jest zła:) PS. "Burek najsmaczniejszy jest jeszcze ciepły ale po wystygnięciu też jest przepyszny". Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu, że zacytuję Cię już wkrótce na Podlasiu? W zaprzyjaźnionej wsi, co drugi pies, to Burek, więc jestem bardzo ciekaw ich opinii na ten temat :)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że mieszkacie tak daleko, bo wpadłabym na tą zupę rybną. Kiedyś się chwaliłeś, że ponoć dobrze gotujesz. PS też jestem ciekawa opinii mieszkańców Podlasia na temat Burków ;)))

      Usuń
  7. Pyszny post. Piękne zdjęcia potraw pobudziły moje ślinianki.

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajna kulinarna podróz, pomijajac te zwierzatka z oczkami, mackami i w muszlach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwierzątka w muszlach były najlepsze ;)))

      Usuń
  9. Jeżuniu, ślinotoku dostałam! Te chrupiące kalmary, to wineczko! Nic tylko się opychać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogłabym to jeść (i pić) codziennie :)))

      Usuń
  10. Jestem już po kolacji, ale znowu zrobiłam się głodna:))))) Pyszności.....idę po jabłko, pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ha ... ja też nie mogę oglądać tych zdjęć , bo od razu lecę w kierunku lodówki (choć tam takich smakołyków nie mam ;)))

      Usuń
  11. dobrze, ze usiadłam przed kompem po pysznym obiadku ;) spokojnie przeszłam przez te niuanse kulinarne - kończę herbatkę z miodem i idę na rower :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj dobrze, że mi z tym rowerem przypomniałaś :) Dawno nie jeździłam , chyba się dzisiaj wieczorem wybiorę na przejażdżkę. Pozdrawiam Cię Aniu serdecznie :)

      Usuń
  12. Oj, dla takich pyszności to bym rzuciła druty, szydełko i koraliki! Cudne zdjęcia, aż chce się wgryźć w monitor :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też czasami rzucam druty w kąt i jadę ... (chociaż nie ... druty jednak zabieram ze sobą ;))
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  13. Już od jakiegoś czasu rozmyślam nad wyjazdem w te rejony a Twoja opowieść i zdjęcia jedynie upewniły mnie i zachęciły w tym,ze warto.
    A co do fig to prawdopodobnie wytrąca się cukier w procesie suszenia jak ma to miejsce w przypadku niektórych owoców np. w Gruzji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedź, naprawdę warto. Ludzie bardzo przyjaźni,ciekawy region i stosunkowo niewielu turystów. Jedzenie jak widać powyżej ;)pyszne, niedrogo . Też chętnie bym się tam wybrała, chciałabym zobaczyć inne kraje bałkańskie. Oj, z tymi figami to masz rację , bo one jakieś takie jakby ocukrzone ;) niektóre z posmakiem wanilii (może jakimś cukrem waniliowym lekko potraktowane) .
      W Gruzji też takie kupowałam i tam też były takie owoce jakby sprasowane , takie całe płaty (wyglądało jak skóra;)) jabłek albo fig. Takie wysuszone i sprasowane. Widziałaś takie w Gruzji ? Albania taka trochę do Gruzji podobna :)

      Usuń
  14. Jak to dobrze, że ja zaraz wychodzę z domu i spotykam się z koleżanką na lunch!.... *^V^*~~~~
    Uwielbiam sery, i w sałatkach i w plackach/zapiekankach. No i te ryby i owoce morza! No i te warzywa, ach!.....
    Pamiętam nasze wakacje w Bułgarii, kiedy odeszliśmy od miejsc turystycznych i zagłębiliśmy się w normalne osiedle bez pensjonatów znaleźliśmy warzywniak z tanimi i przepysznymi warzywami i owocami. *^O^*
    Nie rozumiem, jak można pojechać do innego kraju i jeść dokładnie to co u siebie, a tak podobno spędza wakacje większość Polaków, pojawiły się nawet specjalne strefy polskie gdzie słyszy się tylko język polski (u obsługi), widzi się polskie jedzenie i napoje. Dziwne są ludzkie obyczaje....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie mogłam uwierzyć jak się dowiedziałam, że jedno z biur podróży wymyśliło polskie strefy. Oglądając te reklamy początkowo myślałam, że to żart :)))

      Usuń
  15. O rany, nawet nie wiesz, jak Ci zazdroszczę. Z różnych powodów od lat nie byłam w tamtej części Europy, ale kilka wyjazdów mojego T. odrobinę mi to zrekompensowało - właśnie serami. Sery z Bałkanów i sery z Karpat - moim zdaniem nie do podrobienia, właśnie takie "dzikie", z targu albo z szałasu na rumuńskiej połoninie, gdzie higiena nie ma wstępu. Nie wiem na czym to polega, pewnie na połączeniu specyficznych kultur bakterii i roślinności, którą żywią się zwierzęta, bo niby zasada ta sama, a smak inny niż naszych serów podpuszczkowych.
    A owoce morza...
    No cóż, w którymś poprzednim wcieleniu musiałam mieszkać w porcie rybackim.
    Uwielbiam. Twoje relacje z podróży również :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A właśnie, właśnie ... Rumunia też mi się marzy ostatnio. Co prawda byłam tam, ale tylko 2 dni i wieki temu, to się przecież nie liczy ;) Po te sery bym pojechała , te o których piszesz " z szałasu na rumuńskiej połoninie " . Dobry ten Twój T. , że Ci takie smakołyki przywozi :)
      Dziękuję bardzo i pozdrawiam :)

      Usuń
  16. Fantastyczny post. Bardzo dużo nieznanych mi i ciekawych informacji, do tego te wspaniałe zdjęcia! Samkowicie to wygląda i bardzo ładne widoczki"w tle". Fajna i chyba udana wyprawa. A ja pytam jak robótki Twoje podróżnicze i czy spotkałaś jakąś dziergającą duszę? pozdrawiam Pięknie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robótka oczywiście była, szaliczek-podróżniczek :) Już skończyłam , zblokowany i noszony ... tylko jeszcze zdjęć nie mam :( Może jutro się uda. Dziergającą duszę też spotkałam (zdjęcia mam, to wrzucę przy okazji) i sklep z włóczkami ;))) Chyba mnie to dzierganie prześladuje...
      Dziękuję bardzo i pozdrawiam weekendowo :)

      Usuń
  17. Cóż za okrucieństwo, pokazywać mi te bałkańskie słodycze! Jak się nazywa takie pyszne, z jadalnych kasztanów z innymi (chyba) bakaliami? Jadłam kilkakrotnie w Serbii. Kiedyś jechaliśmy przez Bośnię i Hercegowinę i marzyłam w tym upale tylko o jednym: wpaść do hotelu i rzucić się na bakławę. I moje marzenie spełniło się w malowniczym hotelu nad rzeką w Banja Luce. Niezapomniane:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm... kasztany jadalne z bakaliami ... nie wiem, nie mam pojęcia co to może być. W Serbii nie byłam, a tam gdzie teraz byłam nie widziałam tego. Baklawę też lubię, chociaż szybko się nią zasładzam ;) Pozdrawiam :)

      Usuń